Czy warto inwestować w komiksy?

W 2014 roku, na ebayu, zakończyła się aukcja, na której można było zdobyć unikatowy egzemplarz „Action Comics #1” z 1938 r. z debiutem Supermana. Finalna suma za jaką został wylicytowany ten komiks osiągnęła absolutny rekord:  3 207 852 USD.

W 2011 r. ten sam komiks w stanie ocenionym również na 9.0 CGC [1] po praz pierwszy w historii branży przekroczył $2 mln. Był to egzemplarz należący do Nicholasa Cage’a, który w roku 1997 kupił go za jedyne $150 tys., ten sam który został mu skradziony w 2000 r. i cudem odnalazł się jedenaście lat później w jednym z magazynów w San Fernando Valley. Pierwszy „Action Comics” kosztował jedyne dziesięć centów i został wydany w nakładzie 200 tys. egzemplarzy. Szacuje się, że do dzisiaj zachowało się ok 50 do 100 oryginalnych kopii pierwszego wydruku w różnej jakości.

Dokładnie rok temu świat obiegła informacja o szczęśliwcu jakim był David Gonzalez z Minnesoty, który za kwotę $10.1 tys. kupił kompletną ruinę do remontu. Podczas prac budowlanych w jednej ze ścian odnalazł kopię „Action Comics #1”, który oceniono na 1.5 CGC, czyli zaledwie dostateczny. Mimo to udało mu się sprzedać do go za całkiem niezłą sumę $175 tys.

Debiut Supermana to jednak wierzchołek góry lodowej składającej się na dobrą sprzedaż zabytkowych komiksów w USA. Kolejnym nieźle sprzedającym się tytułem jest „Amazing Fantasy #15”, czyli numer, w którym po raz pierwszy pojawił się Spider-Man Stana Lee i Steve’a Ditko – najwyższa kwota jaką osiągnął  to $1.1 mln za stan 9.6 CGC. Dalej jest „Detective Comics #27” ($1.07 mln), „Batman #1” ($567 tys.), „X-Men #1” ($492 tys.) i inne. Wszystkie te wysoko wyceniane tytuły mają na karku już przynajmniej pięćdziesiąt lat, ale nawet współczesne zeszyty potrafią w krótkim czasie nabierać wartości. Za przykład niech posłuży pierwszy zeszyt serii „The Walking Dead” Roberta Kirkmana wydany w 2003 r., który w lipcu 2014 roku osiągnął cenę $18.9 tys. (a kosztował niecałe 3 dolary). Z kolei pierwszy numer „Sagi” (2012 r.) Briana K. Vaughana i Fiony Staples po niecałym roku od debiutu wart był ponad trzydzieści razy tyle; „Thief of Thieves #1” (2012 r.), również Kirkmana, teraz kosztuje ok. $200. A nie są to pojedyncze przypadki.

Znacznie gorzej sytuacja wygląda z rodzimymi zabytkowymi komiksami. Pierwsze egzemplarze przygód „Kapitana Żbika” z lat 60., w dobrym stanie osiągają ceny do 3 tys. zł. Niestety, póki co, to chyba jedyny tytuł swą wartością mogący zbliżyć się do cen z USA.

„Najdroższe archiwalne komiksy w Polsce kosztują około 3.000 złotych”. – mówi Jacek Jastrzębski, znany kolekcjoner i współzałożyciel wydawnictwa ATY oraz Polskiego Stowarzyszenia Komiksowego. – „Cena od dobrej dekady za bardzo się nie zmieniła. Można zażartować, że jakakolwiek zmiana była dosłownie podyktowana wskaźnikiem inflacyjnym. A najdroższe komiksy? Oczywiście niektóre Żbiki. Tu prym wiedzie od lat „Kapitan Żbik: Diadem Tamary” z rysunkami Grzegorza Rosińskiego i „Stary Zegar” Szymona Kobylińskiego. Cena 3.000 złotych jest jednak ceną umowną, powiedziałbym nawet maksymalną. Ceną faktyczną jest kwota około 1.500 złotych.

– Dysonans między rynkiem w USA i Polsce spowodowany jest faktem, że komiks u nas traktowany jest od dawna po macoszemu, więc „szanujący się kolekcjoner” najnormalniej w świecie nie kupi „książeczki dla dzieci”. Oczywiście dodatkowo nie ma świadomości w zwykłych ludziach, że coś tak „infantylnego” jak komiks może być sporo warte. Czy to się zmieni? Może tak, ale wydaje mi się że potrzeba jeszcze kilku dobrych dekad. Na pewno nie dobijemy – ba, nawet się za bardzo nie zbliżymy – do rynku amerykańskiego. Sam rynek archiwaliów budowany jest przez kolekcjonerów. A tych polskich nie stać na wysokie kwoty, więc ceny nie rosną. Nie ma i długo nie będzie w Polsce instytucji która zajmować się będzie wycenianiem konkretnych egzemplarzy komiksów.

– Oczywistym podobieństwem pomiędzy USA i Polską jest to, że cena zależna jest od stanu komiksu i jego dostępności. Tylko, że nikt nie jest dzisiaj w stanie stwierdzić, ile egzemplarzy tych wspomnianych „Diademów Tamary” może być na rynku. Na pewno ponad 60-100, czyli więcej niż pierwszy „Action Comics”.”

Nieco inaczej warunki kształtują się w przypadku wyczerpanych nakładów współcześnie wydawanych tomów. Dla przykładu, wydany w 2008 r. album „Prosto z piekła” Alana Moore’a w twardej oprawie w cenie 130 zł, na aukcjach osiągał kwoty nawet do 400 zł; podobnie jak „Feralny Major” Moebiusa czy „Batman: Azyl Arkham” Granta Morrisona, z cenami okładkowymi odpowiednio 99 zł i 79 zł, osiągały dwu-, trzykrotną przebitkę.

– „Jeżeli chodzi o szybko wyprzedające się wydruki, to niestety w Polsce jest sporo spekulacji”. – kontynuuje Jastrzębski. – „Otwarcie się mówi na internetowych forach o kupowaniu po kilku egzemplarzy danego tytułu z zamiarem późniejszej ich sprzedaży. Sporo jest w tym wszystkim przypadkowości. Ale ryzyko samo w sobie nie jest takie duże. W najgorszym wypadku, ktoś odsprzeda je za cenę za jaką kupił, w najlepszym – ma kilkukrotną przebitkę.

– A że ceny rosną? Odpowiem jako kolekcjoner. Widząc, że coś wczoraj kosztowało 100 złotych, a dzisiaj kosztuje 150 zł, mogę domniemywać, że pojutrze będzie kosztowało 200 zł. Więc skoro nie kupiłem tego za wspomniane 100, to wolę dać 150 niż 200 czy więcej. I zakładam, że większość ludzi wychodzi właśnie z takiego założenia. To jest akurat samonapędzająca się maszyna, która w końcu zatrzyma się na murze realnych możliwości kupujących.”

Jaki z tego morał? Ano taki, że komiks to sztuka, w którą jak najbardziej warto inwestować. Obecnie w Polsce dzieje się to co pod koniec lat 90. XX w. we Francji i USA. Komiks zarówno w formie drukowanej jak i oryginalne plansze w ołówku lub tuszu wkraczają do prestiżowych galerii sztuki oraz do szacownych domów aukcyjnych. Coraz szersze grono Polaków zauważa fakt, że opowieści obrazkowe to nie wyłącznie rozrywka dla dzieci i żaden powód do wstydu, ale pełnowartościowe dzieła artystyczne. W 2012 r. powstał pierwszy w naszym kraju sklep zajmujący się sprowadzaniem i sprzedażą oryginalnych prac komiksowych twórców – ArtKomiks.pl, którego oferta jak i obroty z każdym rokiem znacznie się powiększają, a warto zwrócić uwagę, że klientami nie są wyłącznie zapaleni czytelnicy komiksu. Dzięki jego działaniom dzieła światowej sławy artystów zawitały na wystawy w wielu galeriach, a w lutym 2014 roku odbyła się pierwsza historyczna aukcja komiksu i ilustracji w domu aukcyjnym Desa Unicum. Jej rezultaty zaskoczyły chyba wszystkich, sprzedało się 80% prac za łączną kwotę ponad 250 tyś. zł – najdroższa okazała się okładka Janusza Christy do komiksu „Kajtek i Koko. Zwariowana wyspa 2”, która poszła za 22 tyś. zł. Marek Kasperski z ArtKomiks.pl tak komentuje obecną sytuację na rynku oryginalnych plansz:

– „Dwa fakty: Po pierwsze, dom aukcyjny Artcurial podał niedawno wyniki operacyjne za pierwsze półrocze 2014 roku, z których wynika, że w wyniku działań aukcyjnych osiągnął obrót na poziomie 105 mln Euro. Gdy zestawić te dane z wartościami osiągniętymi w wyniku aukcji sztuki komiksu, wynika z tego, że plansze komiksowe stanowią aktualnie ok. 10% całej wartości. Po drugie, wejście w aukcje plansz komiksowych Chrtistie’s, spowodowało, że w tej chwili we Francji nie ma domu aukcyjnego, który w swojej ofercie nie miałby tego rodzaju asortymentu.

Trend jest jasny i będzie coraz wyraźniejszy także na naszym rynku krajowym. My także po wolumenie sprzedaży widzimy coraz większą aktywność rodzimych kolekcjonerów i miłośników sztuki. Jednak warunkiem rozwoju tego rynku jest nie tylko satysfakcjonująca sprzedaż, ale przede wszystkim edukacja. Bez edukacji, widoczny za granicą trend, u nas może być tylko modą. A to byłaby wielka szkoda, zwłaszcza w obliczu faktu, jak wielu mamy naprawdę zdolnych artystów komiksowych.”

Rynek komiksu w Polsce po latach krzywdzącej propagandy i stereotypowego podejścia wreszcie zaczyna rozwijać się prawidłowo, a coraz więcej osób nie chowa się ze swoim hobby za pojęciem powieści graficznej. Choć daleko nam do takich wydarzeń jak przytaczana aukcja „Action Comics” czy szybki wzrost wartości poszczególnych egzemplarzy rzędu kilkuset procent, w końcu przestajemy odstawać od reszty świata, a komiks uzyskuje zasłużony status sztuki wysokiej, która z powodzeniem znajduje honorowe miejsca w coraz większej ilości polskich domów.

[1] CGC – Certified Guaranty Comics to organizacja będąca częścią amerykańskiego Certified Collectibles Group, zajmująca się odpłatną certyfikacją i klasyfikacją stanu zachowania komiksowych egzemplarzy w skali 0.5-10 (od słabego do idealnego). Dokładną skalę można podejrzeć tutaj.

Autor: Paweł Deptuch