NIENAWIDZĘ BAŚNIOWA #3 (SPRAWDŹ)

Damian Drabik, Mechaniczna Kulturacja: W najnowszej odsłonie autorowi udaje się fajnie posunąć fabułę do przodu i uzupełnić ją o kilka świetnych wątków (m.in. genezę Larry’ego). To bajecznie kolorowy i diabelnie wulgarny komiks, w którym dzieci zjadane są żywcem przez matkę, a dobro jest obrzydliwe. Słowem: popieprzona rozrywka! Ciąg dalszy tutaj.

Marta Kowal, Zaczytana mama: Ogólnie cała seria jest wyśmienita, ale trójka wybija się na prowadzenie. Nawet pierwszy tom, który zaskakiwał stylistyką nie był tak świetnie skrojony jak najnowsza część „Nienawidzę Baśniowa”. Może dlatego, że dużo tu czarnego humoru, aktów desperacji ze strony Gert i Larry’ego, które objawiają się choćby tym, że bohaterka postanawia zmienić front i w końcu być grzeczną dziewczynką. Na efekty nie trzeba długo czekać, a zakończenie tomu sprawia, że czytelnikowi opada szczęka. Reszta tutaj.

Rafał Piernikowski, Nietylkogry: Czy warto wrócić do Baśniowa po raz trzeci? Jak najbardziej, jeśli wcześniej bawiła was krwawa destrukcja wpisana w różnorodną, niewymagającą fabułę, to i tym razem autor bardzo skutecznie walczy o ciągłe dostarczanie czytelnikowi nowych powodów do uśmiechu. To doskonała odmiana od właściwie czegokolwiek, co zwykle czytacie. Historia, pomimo swojej totalnej prostoty, oryginalna i realizowana na stabilnym poziomie. Całość tutaj.

INFIDEL (SPRAWDŹ)

Łukasz Łęcki, Nietylkogry: Horror zawsze był przenośnią konkretnych lęków społecznych i indywidualnych fobii, zawsze wykorzystywał w tym celu zjawisko obcości. Infidel to więcej niż horror. To mocny głos, a nawet wielogłos, w sprawie wciąż aktualnego ryzyka, jakie niosą ze sobą stereotypy i uprzedzenia. By, odwołując się do wymowy okładki (czemu poświęcona jest obszerna część materiałów dodatkowych), pamiętać, że drapieżnie wyciągnięta ku nam dłoń ma swoją przeciwwagę w tej, którą możemy od kogoś przyjąć i we własnej, którą możemy do kogoś wyciągnąć. Ciąg dalszy tutaj.

Michał Jankowski, KZet: Gatunek horroru działa na nas najmocniej, kiedy udaje mu się zrozumieć naszą ludzką naturę. To robi „Infidel”, zachęcając czytelników do dwukrotnego zastanowienia się, zanim wyciągną pochopne wnioski na temat bohaterów tej opowieści. Popycha nas do zmierzenia się z największym strachem we współczesnym społeczeństwie: przed innymi, strachem przed ludzkością i tymi, których w pełni nie rozumiemy. Ten komiks może tobą wstrząsnąć, ale może też pomóc ci pójść dalej w świat z nowo odkrytym poczuciem wiary w ludzkość. Reszta tutaj.

ROYAL CITY #3 (SPRAWDŹ)

Jarosław Kowal, Soundrive: „Royal City” to historia, w którą warto zainwestować czas, choć happy end sprawia wrażenie nieco naciąganego. Nie może to jednak przekreślić wartości całej podróży, jaką czytelnicy i czytelniczki musieli przejść aż do tego momentu, a jeżeli wy także lubicie obyczajowe historie z małych amerykańskich miasteczek, lepiej trafić nie mogliście. Całość tutaj.

Wojtek Rozmus, Avalon: Jeżeli tak jak ja obawialiście się, że Lemire nie uda się sprawnie domknąć tę historię, możecie śmiało zabierać się za zakup i lekturę ostatniego tomu. Tylko trochę szkoda, że na ten moment brak w zapowiedziach kolejnych obyczajowych historii od Lemire, który woli poświęcić czas na rzecz superbohaterskich i fantastycznych opowieści. Ale kto wie, może za jakiś czas znów przyjdzie nam przeczytać coś równie dobrego jak Royal City. Ciąg dalszy tutaj.

DEADLY CLASS #2 (SPRAWDŹ)

Paweł Gregorczyk, Avalon: Ten tytuł to bez wątpienia jedna z flagowych serii Image (i NSC). A jeżeli jesteś do tyłu, lub ostatnie miesiące spędziłeś jedynie z zachowawczą Wielką Dwójką to masz przed sobą dowód, że warto iść na mainstreamowy detoks i zagłębić się w subkulturowy roller coaster po nastoletnich rozterkach głównych bohaterów. Reszta tutaj.

Piotr Gołębiewski, Esensja: Drugi tom „Deadly Class” pokazuje, że seria ta posiada w sobie więcej, niż jedynie nośny pomysł przewodni. Ma także sprawną realizację i jest nasycona nieprzeciętnymi, prawdopodobnymi charakterami, dzięki czemu całość czyta się jako mięsisty kawał męskiej opowieści (co nie znaczy, że zarezerwowanej tylko dla mężczyzn). Całość tutaj.

GRASS KINGS #3 (SPRAWDŹ)

Michał Misztal, Artpapier:  Mamy tu interesującą i dość niecodzienną scenerię, bardzo dobrze napisane i wiarygodne postacie z własnymi celami, słabościami oraz problemami, wciągającą intrygę, a w dodatku wszystko zostało przepięknie zilustrowane przez Jenkinsa – przy większym niż standardowy formacie amerykańskiego komiksu robi to naprawdę ogromne wrażenie. Być może okładki tryptyku „Grass Kings” nie krzyczą do czytelnika, że niniejszą historię należy niezwłocznie przeczytać. W takim razie ja krzyczę: sięgnijcie po trylogię Matta Kindta i Tylera Jenkinsa, bo zdecydowanie warto. Ciąg dalszy tutaj.

Wojtek Rozmus, Avalon: Trzeci tom Grass Kings to wciąż popis niesamowitych dla mnie umiejętności Tylera Jenkinsa. Buduje konsekwentnie wokół Królestwa ten sam, oniryczny klimat, żadna plansza nie wydaje się być zbędna. Tak, jest ekspresyjny i nie przywiązuje zawsze uwagi do detali, ale robi to z odpowiednim wyczuciem. Nie chciałbym, by ten tytuł zniknął gdzieś w zalewie innych dobrych pozycji na naszym rynku i z wielu serii jakie polecałem w ciągu ostatnich miesięcy, do sięgnięcia po tę zachęcam prawdopodobnie najmocniej. Reszta tutaj.

VEI #2 (SPRAWDŹ)

Jan Sławiński, Anonimowy Grzybiarz: Mordobicie i sieć spisków ładnie się uzupełniają, a Elfgren ciekawie rozwija relacje Vei z Lokim oraz wojownikiem Delem. Przy okazji scenarzystka nie ma dla swoich postaci taryfy ulgowej i często każe im zmierzyć się z trudnymi wyborami. Gorąco polecam oba tomy „Vei”. Krótkie i dobre – ale dobre nie tylko dlatego, że krótkie. Całość tutaj.

LASTMAN #1 (SPRAWDŹ)

Tomasz Drabik, Mechaniczna Kulturacja: Lastman jest historią niepozorną. Mała książeczka, z niedbałymi rysunkami. Na pierwszy rzut oka nic nas nie jest w stanie do niej zachęcić. Jakże jest to mylne wrażenie. Dzieło francuskich twórców okazuje się bowiem przebojową historyjką, która wprawdzie nie odkrywa przed czytelnikiem żadnych fabularnych kart, a jednak wciąż zachwyca. Przede wszystkim swoją tajemniczością, ale również skomplikowaną scenerią fantasy i porywającymi sekwencjami walk. Szybkie tempo akcji sprawia, że pochłaniamy tę historię momentalnie, nie mogąc doczekać się dalszego ciągu. Ciąg dalszy tutaj.

ODRODZENIE #5 (SPRAWDŹ)

Demogorgon, Avalon: Piąty Tom Odrodzenia miał jedno zadanie. Namieszać. Zaburzyć status quo serii. Jestem zaintrygowany tym, gdzie ta historia pójdzie. I jak konsekwencje działań Holta i Blane’a odbiją się na całej obsadzie. Reszta tutaj.

JAZZ MAYNARD #1 (SPRAWDŹ)

Balint Lengyel, Poltergeist:  Jazz Maynard to uczciwa porcja komiksu sensacyjnego. Niby nic nowego, niby powielenie pomysłów, ale podane w świetnej formie i bardzo zręcznie ponitowane ze sobą. Efektem końcowym jest po prostu dobra rozrywka, z kilkoma zwrotami akcji, niezłą kreacją głównego bohatera i okraszona mnóstwem krwi. Cieszy też, że nie jest to ostatnie słowo wypowiedziane przez hiszpańskich twórców i należy mieć nadzieję, że polscy czytelnicy nie będą musieli długo czekać na kontynuację w języku polskim. Całość tutaj.

FEAR AGENT #1 (SPRAWDŹ)

Adam Waskiewicz, Poltergeist: Bohater dobrze wpisujący się w kanon awanturniczo-detektywistycznej historii to niewątpliwy atut serii, ale także fabuła nie zawodzi – to żonglowanie popularnymi motywami znanymi z popkulturowego kanonu s-f. Podróże w czasie – są. Armia robotów – jest. Inwazja obcych – nawet nie pytajcie… Ciąg dalszy tutaj.

RAT QUEENS #5 (SPRAWDŹ)

Mateusz Cebrat, Avalon: Ponownie warto wybrać się z Królowymi na tę wyprawę i zgubić wśród ślicznych rysunków. Nadal warto je poznawać, bo pod płaszczykiem feministycznej opowieści kryje się historia dla wszystkich. Dostaliśmy tym razem Wielkie Magiczne, ale na pewno nie Nic, a to cieszy i zachęca do dalszej lektury. Reszta tutaj.