VEI #2 (SPRAWDŹ)

Tomasz Miecznikowski, Dzika Banda: „Vei”, to jak zapowiada reklamowy slogan, przebój wydawniczy prosto ze Szwecji. Widać w Skandynawii wolą swojskie klimaty od występów superbohaterów. U nas przebojem wydawniczym nieodmiennie od lat jest „Thorgal”, który najlepsze lata ma już za sobą. I to właśnie w „Vei” znajdziemy to, czego od dawna brakuje nam w kultowej serii o przygodach bohaterskiego Wikinga. (…) „Vei” z rozrywkowej historyjki o turnieju organizowanym przez bogów staje się opowieścią o potrzebie zmiany porządku rzeczy i konsekwencjach, które ta zmiana może przynieść. W finale bowiem opowieść ta prawdziwie zaskakuje, prezentując dopełniającą się w uniwersalnych aspektach fabułę, której słodko-gorzki posmak dotyka w równym stopniu czytelników, jak i zaskoczonych przewrotnością losu bogów i ludzi – i to w tym samym stopniu. Ostatni kadr zatrzymuje czas, wymusza potrzebę kontemplacji i dopiero potem zdajemy sobie sprawę z jego fabularnych konsekwencji. Mimo że opowieść się zakończyła, przynosi jednocześnie nowy początek. Byłoby pięknie, gdyby „Thorgal” mógł zakończyć się w taki sposób. Ciąg dalszy tutaj.

GOON #2 (SPRAWDŹ)

Rafał Białek, Stare Konie: Znowu wsiąkłem, po raz kolejny twórca złapał mnie z opuszczoną gardą. O drugiej odsłonie The Goon można by napisać naprawdę wiele, zachwycać się pomysłami, wykonaniem, smaczkami poukrywanymi w rysunkach i fabule. Ale w mojej opinii lepiej będzie, kiedy sami to wszystko poznacie. Pomimo wielu historii, komiks nie jest wtórny, nie nudzi się i potrafi zaskoczyć. Reszta tutaj.

OBLIVION SONG #2 (SPRAWDŹ)

Krzysztof Tymczyński, Image Comics Journal: Robert Kirkman jest tu nieustannie sobą – prowadzi do przodu wątek tytułowego Oblivion, co jakiś czas zrzucając na nas dość nieoczekiwane zwroty akcji, ale jednocześnie cały czas robi te typowe dla niego zagrywki. W efekcie w drugim tomie serii dostajemy znacznie więcej wątków obyczajowych, których nie każdy jest fanem. Przyznać jednak muszę, że w przypadku ”Oblivion Song: Pieśń Otchłani” nie są one tak męczące jak wiecznie smutni bohaterowie zombie-telenoweli i ich problemy. Całość tutaj.

GRASS KINGS #3 (SPRAWDŹ)

Gameplay: Druga część mocno różniła się od jedynki. Gdzieś w głębi ducha pojawiła się obawa czy zakończenie nie okaże się desperacką próbą powiązania wątków. Na szczęście Matt Kind rozpisał to lepiej, niż można by przypuszczać. Seria zakończyła się jednym z najlepszych finałów, na jakie trafiłem w ciągu kilku ostatnich lat. Ciąg dalszy tutaj.

DEADLY CLASS #2 (SPRAWDŹ)

Krzysztof Tymczyński, Image Comics Journal: Cała ta recenzja to właściwie jedna, pokaźna fala zachwytów. Nie zamierzać ukrywać, że ”Deadly Class” zdobyło moje serducho i będę konsekwentnie polecał je każdemu komiksomaniakowi. Ocena może być tylko jedna – najwyższa z możliwych. Polecam ze wszystkich sił. Reszta tutaj.

Marek Adamkiewicz, Szortal: Druga odsłona „Deadly Class” potwierdza klasę serii Remendera i Craiga. Zasygnalizowane w otwieraczu wątki zostały tu w ciekawy sposób rozwinięte, ewolucji ulegli też bohaterowie, którzy przykuwają uwagę od samego początku. Ich perypetie, choć pełne przemocy i wulgarności, dostarczają czytelnikowi sporo rozrywki, sprawiając, że lektura mija nie wiadomo kiedy. Wiem, właściwie każdy stukilkudziesięciostronicowy komiks jest do przeczytania „na raz”, ale „Dzieci czarnej dziury” połyka się wyjątkowo szybko. Mam nadzieję, że ta przyswajalność pozostanie z nami jak najdłużej. Oby kolejne tomy były przynajmniej równie dobre jak ten. Całość tutaj.

Przemek Pawełek: No i drugi tom zwalnia. Po mocnym akcencie, jakim była wizyta w Vegas w tomie pierwszym, bohaterowie muszą ochłonąć i się ogarnąć, przygotować na rozliczenie z konsekwencjami. Rick Remender odwleka kumulację tych akcentów do mocnego i pełnego akcji finału, po drodze rozkręcając dramę trójkąta uczuciowego w który pakuje się protagonista, a także rozwijając background postaci. Ciąg dalszy tutaj.

RESZTA ŚWIATA (SPRAWDŹ)

Sztukater: Wielką siłą tej opowieści jest z pewnością jej realizm. Realizm postaci, ludzkich zachowań, czy też choćby wspominanego powyżej obrazu zniszczeń, z którego to powinni czerpać inspirację wszyscy filmowi twórcy dzieł tego nurtu. Reszta tutaj.

LASTMAN #1 (SPRAWDŹ)

Igor Trout, Polygamia: „Lastman” nie powali nikogo zaskakującą fabułą, a zwrot akcji pod koniec pierwszego tomu należy do klasycznych chwytów fabularnych gatunku. Warto jednak po niego sięgnąć, bo autorzy dobrze odnaleźli się w konwencji i udało im się stworzyć łatwe do polubienia postaci. Dzięki owej sympatii, losy turnieju stają się dla czytelnika istotne – a to jest chyba najważniejsze w tego typu fabułach. Pamiętacie, jak „Dragon Ball” z tomu na tom i z sezonu na sezon podbijał stawkę, aż w końcu chodziło o sprawy galaktyczne? „Lastman”, przynajmniej na razie, gra na innych strunach. Jest przyziemnie, liczą się przede wszystkim ambicje i sympatie. Całość tutaj.

FEAR AGENT #1 (SPRAWDŹ)

Wojtek Rozmus, Avalon – Marvel Comics PLPierwszy tom Fear Agent to pełna akcji fantastycznonaukowa historia. Sięgając po tę historię nawet nie sądziłem, jak wiele się tu wydarzy. Czuć, że Remender dobrze się bawił pisząc tę historię, choć może nie do końca wiedząc jeszcze, dokąd to wszystko zmierza. Początkowa beztroska podróż Hustona zaczyna przeradzać się w pełną intryg walkę o najwyższą stawkę. Nie jest to może nic wybitnego, póki co, ale jak sam autor, można w trakcie lektury spędzić przyjemny czas. Ciąg dalszy tutaj.

JAZZ MAYNARD #1 (SPRAWDŹ)

Mariusz Wojteczek, Grabarz Polski: Artystycznie album stoi na naprawdę wysokim poziomie, a kolorystyka – utrzymania w odcieniach sepii – zdaje się przywodzić na myśl stare fotografie. Co jeszcze wzmacnia klimat samej historii i miasta, które gra w niej niepoślednią rolę. Polecam serdecznie wszystkim, którzy lubią proste, dynamicznie i pięknie narysowane historie. Mimo, że po lekturze możemy mieć poczucie lekkiego deja vu, bo przecież każdy już gdzieś takie, i podobne, historie czytał, to jednak w trakcie lektury to odczucie nie doskwiera nam zbytnio. Reszta tutaj.

ROYAL CITY #2 (SPRAWDŹ)

Kajetan Kusina: Jeśli szukacie ciekawej, komiksowej serii obyczajowej o rodzinnym podłożu, to powinniście zainteresować się dziełem Jeffa Lemire’a. Pozornie to historia jakich setki – dysfunkcyjna rodzina, która musi znowu się ze sobą spotkać z powodu choroby ojca. Skrywane urazy, sekrety i pretensje o swoje nieudane życie, a w tle amerykańskie zadupie, w którym większość ludzi pracuje w jednej fabryce, a tej z koeli grozi zamknięcie. Jednak Lemire kreśli to wszystko tak umiejętnie, że jakiekolwiek poczucie wtórności znika. Może dlatego, że jako kontekst dla losu każdego z bohaterów obecny jest tu tragicznie zmarły Tommy – najmłodszy z czwórki rodzeństwa bohaterów. Wątek problemu z niemożnością zerwania takiej relacji jest pokazany naprawdę pomysłowo. Trudno w tym wypadku pisać coś więcej, bo dużo przyjemności płynie tu z powolnego odkrywania niuansów tych powiązań. Po prostu – jeśli macie ochotę na intymną obyczajówkę od jednego z najlepszych żyjących scenarzystów komiksów, to dajcie szansę „Royal City”. Całość tutaj.

Marcin Waincetel, booklips: W kadrach tej komiksowej opowieści autorowi udało się zawrzeć świat ludzkich doznań. A czyni to niekiedy nawet bez użycia choćby jednego dymku z dialogami, wypisując wszystkie emocje na twarzach, na których zastygł smutek, rozczarowanie, ale też ekscytacja z pierwszego pocałunku czy cielesnego zbliżenia pomiędzy dwójką zakochanych. W bardzo wymowny sposób oddano miłość siostry do brata, troskę o zdrowie dziecka czy rozmowę pomiędzy ojcem a synem – szefem i pracownikiem – podczas której waży się przyszłe życie. Małe wielkie wybory. Ciąg dalszy tutaj.

BODYCOUNT (SPRAWDŹ)

Jan Sławiński, Anonimowy Grzybiarz: Aż wstyd się przyznać ile radochy dała mi ta skondensowana piguła komiksowej rozpierduchy, a duża w tym zasługa charakterystycznych rysunków Biza, bez których ten komiks nie miałby nawet ułamka tej mocy. Poleca się, ale jak mówię – jedni pokochają, inni znienawidzą. Reszta tutaj.

Paweł Ciołkiewicz, Esensja: Flaki i wypadające z czaszek gałki oczne to stały punkt programu. Sam scenarzysta nie bez dumy stwierdza w tekście zamieszczonym na końcu komiksu, że mamy oto w ręku album zawierający największą liczbę scen z wypadającymi gałkami ocznymi jaki kiedykolwiek stworzono. I wystarczy rzucić okiem na kilka pierwszych stron, by przyznać mu rację. Widać, że tworząc tę opowieść twórcy doskonale się bawili, ale podczas lektury zadowoleni będą pewnie tylko fani tego rodzaju komiksów. Całość tutaj.

NIENAWIDZĘ BAŚNIOWA #2 (SPRAWDŹ)

Piotr Gołębiewski, Esensja„Nienawidzę Baśniowa” to pozycja, którą powinno sprzedawać się na recepty dla osób, które miały bardzo zły dzień i szukają ukojenia nerwów. Ciąg dalszy tutaj.

GHOST MONEY (SPRAWDŹ)

Dominik Szcześniak, Halo Komiks: Polityka, władza, terroryzm, wojna, a w tym wszystkim definiujące się uczucie. W opisywaniu tego skomplikowanego świata scenarzyście zdarza się czasem odlecieć, ale generalnie dobrze sprawuje kontrolę nad fabułą. Rysownik zaś konsekwentnie trzyma się stylu realistycznego, stworzonego do tego rodzaju opowieści. Koneserom gatunku album Ghost Money powinien przypaść do gustu. Reszta tutaj.