GRASS KINGS #3 (SPRAWDŹ)

Michał Lipka, Książkarnia: Fabularnie to kawał dobrego dreszczowca akcji, ale jak na podobną opowieść przystało, najważniejszy w nim – obok zagadek – jest klimat. A ten w dużej mierze spoczywa na szacie graficznej. Na szczęście artyście udało się zbudować doskonały nastrój, choć w większości plansze są jasne, pełne pastelowych barw i delikatności. A jednak kryje się w tym mrok, napięcie i znakomite oddanie scenariusza – tak znakomite, że szata graficzna wypada jeszcze lepiej niż fabuła. „Grass Kings” to kawał świetnego komiksu dla dojrzałego czytelnika. Aż chce się usiąść i jeszcze raz przeczytać całość od początku. Ciąg dalszy tutaj.

RESZTA ŚWIATA (SPRAWDŹ)

Adam Ginel, Ustatkowany gracz: Jean-Christophe Chauzy stworzył piękny komiks. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Jedyne, czego zabrakło, to większej dawki brutalności, o którą w niektórych momentach aż się prosi. Reszta świata wywołuje więc mieszane uczucia. Mocna końcówka sprawia jednak, że mam ochotę na więcej i z niecierpliwością czekam na kolejny tom. Reszta tutaj.

Marcin Andrys, Paradoks: Reszta świata to refleksyjny tytuł, którego okładka już nawołuje, że katastrofa może przyjąć różne oblicze, a człowiek pozbawiony nadziei wcześniej czy później podda się, nie widząc szans na przechylenie szali na swoją korzyść. Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi. Oby był równie emocjonujący co wstęp tej historii. Cóż więcej może czekać na bohaterów niż obraz społecznej degrengolady i powolnego zaniku norm moralnych? Całość tutaj.

Adrian Turzański, Kawerna: Spróbowanie zbadania granic człowieczeństwa i umów społecznych Chauzy wziął sobie chyba za cel, ponieważ na kartach komiksu co i rusz testuje bohaterów, ich racjonalne myślenie i kompetencje społeczne, dodatkowo nie krytykuje emocji. Wręcz przeciwnie, wskazuje wady i zalety poszczególnych uczuć w określonych sytuacjach. Autor mówi o tym, że uczucia są komunikatami, znakiem czegoś i nieuniknioną częścią człowieka, że nas kształtują i czasem popychają do radykalnych działań – twórca podkreśla to tak, żeby nie zapominać o emocjach i ich nie marginalizować. Ciąg dalszy tutaj.

OBLIVION SONG #2 (SPRAWDŹ)

Marcin Martyniuk, Game Exe: Zadowalające jest tempo akcji. Właściwie co kilka stron udaje nam się dowiedzieć czegoś nowego, czy to o świecie i funkcjonowaniu w Otchłani, czy o samych bohaterach. Tych ostatnich można zresztą polubić. Drugi tom „Oblivion Song” to rzecz minimalnie lepsza od otwarcia serii. Reszta tutaj.

Stare Konie: Nie mogę niczego zdradzić, by nie psuć fabuły, ale dzieje się! Jeżeli pierwsza połowa będzie wydawała wam się zbyt przegadana i wolna, to w drugiej dynamika akcji skacze o kilka poziomów i nie ustaje prawie do samego końca. Innymi słowy, otchłań ponownie pokazuje swoje brutalne oblicze. Całość tutaj.

DEADLY CLASS #2 (SPRAWDŹ)

Michał Lipka, Książkarnia: „Deadly Class” to komiks brudny, brutalny i wulgarny, przeciągający czytelnika przez najgorsze zaułki – tak świata, jak i ludzkiej psychiki. Krok po kroku wciąga nas przy tym w szalony, chory świat, gdzie zabijania i zbrodniczego życia człowiek uczy się tak, jak przeciętny nastolatek poznaje matematykę czy historię. Widać w tym wcale niezawoalowaną krytykę licealnych czasów i odarte z sentymentu spojrzenie na okres szkolnego życia, ale jednocześnie zafascynowanie licznymi legendami popkultury i chęć dobrej zabawy w trakcie tworzenia. Ciąg dalszy tutaj.

ODRODZENIE #5 (SPRAWDŹ)

Maurycy Janota, Panteon: Po lekturze Wezbranych wód znów poczułem satysfakcję z uczestniczenia w tej historii. Odrodzenie to bezpretensjonalna horrorowa telenowela, która może i nie zdołała nabrać wystarczająco własnej tożsamości, ale pozostaje kompetentnie prowadzoną opowieścią. Reszta tutaj.

Tomasz Drabik, Mechaniczna Kulturacja: Wezbrane Wody nie dają żadnych odpowiedzi na kluczowe pytania dotyczące Odrodzonych, ale ukazują pewne zależności. Twórcy chcą pokazać podejście rządu i społeczeństwa do wydarzeń, których nie są w stanie zrozumieć. Jedni chcą izolować, inni chcą stać się nieśmiertelni, a jeszcze inni za wszelką cenę chcą zostać zrozumiani i zaakceptowani. Wszystko to ukazane w sposób emocjonujący i pełen napięcia, które – umiejętnie dawkowane – nie pozwala oderwać się od kolejnych kadrów. Całość tutaj.

ROYAL CITY #2 (SPRAWDŹ)

Łukasz Wasilewski – modny pisarz: Royal City to małe, przytulne miasto. Nieduża społeczność, zżyta jak rodzina. W takim miejscu nikt nie powinien czuć się samotny, prawda? Jednak to tylko pozory. „Idziesz do szkoły. Dostajesz robotę w fabryce. Masz dzieci. Starzejesz się. Tyle.” – myśli jeden z bohaterów. „To miasto ma samotność we krwi”, bo brak perspektyw wcale nie sprawia, że bardziej doceniamy relacje z bliskimi. Jest wręcz przeciwnie – zaczynamy się dusić, zakrztuszając się nawet miłością rodziców i rodzeństwa. Ciąg dalszy tutaj.

Daga Brzozowska, Poltergeist: Trudno jeszcze powiedzieć, co dokładnie Lemire chce nam opowiedzieć w Royal City. To wstęp do dalszej rodzinnej dramy i do zapewne ważniejszych wątków, które zostaną podniesione w kolejnych tomach. Na razie wiadomo, że dostaliśmy naprawdę dobry komiks, w którym nic się nie dzieje – i to świadczy o wysokim poziomie autora. Reszta tutaj.

BODYCOUNT (SPRAWDŹ)

Marta Kowal, Zaczytana mama: Brudna i zadziorna kreska Simona Bisleya cieszy oko, no ale w końcu w przypadku takiej legendy nie mogłoby być inaczej. Rysunki są dynamiczne i nie mniej szalone niż scenariusz. Całość to jedna wielka strzelanka dla dorosłych dzieciaków. Sympatyczna rzecz raczej dla kolekcjonerów (wydanie jak zawsze na najwyższym poziomie) i wielbicieli talentu Bisleya. Poszukiwaczom opowieści z głębią radzę trzymać się od „Wojowniczych Żółwi Ninja – Bodycount” z daleka, bo to komiks, przy którym nie trzeba myśleć. Wystarczy mieć dystans i się dobrze bawić. Całość tutaj.

PAPER GIRLS #5 (SPRAWDŹ)

Małgorzata Chudziak, Egzaltowana: Już czwarty tom dawał kilka odpowiedzi i sprawił, że nie porzuciłam serii. Piąty wyjawia tożsamość Wielkiego Ojca oraz ciekawie rozwija wątek orientacji seksualnej jednej z bohaterek. Jak dziewczynki z lat 80’ zareagują na koleżankę lesbijkę? Trochę boję się ponownego rozproszenia bohaterek – wolałabym, żeby akcja kolejnego tomu nie była chaotycznym zlepkiem różnych przyszłości. Paper Girls udało się jednak wzbudzić mój ostrożny optymizm. Zobaczymy, co czeka na nas w tomie szóstym. Ciąg dalszy tutaj.

NIENAWIDZĘ BAŚNIOWA #2 (SPRAWDŹ)

Jagoda Wochlik, Szortal: W przypadku pierwszej odsłony „Nienawidzę Baśniowa” byłam dość sceptycznie nastawiona do tej historii. Kiedy jednak człowiek otrzaska się nieco z tym światem i przywyknie do zderzenia ręki, nogi i mózgu na ścianie z ślicznościami i wszelkimi cudownościami, można odnaleźć pewną przyjemność w szukaniu literackich nawiązań i innych odniesień oraz w śledzeniu niekończącej się wędrówki ku domowi starej-malutkiej Gertrude. Reszta tutaj.

HEAD LOPPER #2 (SPRAWDŹ)

Karol Sus, Szuflada: „Head Lopper”, mimo że pozornie prosty, jest wyśmienitym komiksem, przy którym autor najprawdopodobniej miał mnóstwo czystej, niczym nieskrępowanej frajdy. Frajdy, która zdecydowanie udziela się czytelnikowi. Uwaga! Dekapitator nie powiedział jeszcze ostatniego słowa! Całość tutaj.

MONSTRESSA #3 (SPRAWDŹ)

Artur Tojza, W pajęczej sieci: Trzeci tom „Monstressy” zakończył się, przynajmniej dla mnie, bardzo, ale to bardzo ciekawie. Dwa ostatnie rozdziały były pełne wyjawionych sekretów oraz niemal ciągłej akcji. Niemniej to ostatni kadr mówi najwięcej. Los Maiko jest nadal mglisty, tak samo żyjącego w jej ciele demona. Sytuacja polityczna mocno się zmieniła, a rozmieszczenie figur na przysłowiowej szachownicy daje bardzo dużo możliwości. Nie wiem ile jeszcze tomów jest szykowanych, ale mam nadzieję, że seria nie straci na impecie i jej wielki finał będzie zrobiony z bardzo mocnym przytupem. Ciąg dalszy tutaj.

GHOST MONEY (SPRAWDŹ)

Karol Sus, Szuflada: Komiks Smolderena i Bertaila czyta się z zapartym tchem. Smolderen, autor scenariusza, doskonale zaplanował całą intrygę, a co najważniejsze – nie wymknęła mu się ona spod kontroli. Co wcale nie było takie łatwe. Mnogość wątków, skomplikowane relacje pomiędzy bohaterami, przeskoki w miejscu i czasie to prawdziwe pole minowe dla scenarzysty. Jeden nieuważny ruch i czytelnik gubi się w fabule, a co za tym idzie, traci zainteresowanie akcją. „Ghost Money” na szczęście wystrzega się tych błędów, dzięki czemu serwuje czytelnikowi niełatwą co prawda, ale za to świetnie skonstruowaną opowieść. Reszta tutaj.