NOMEN OMEN #1 (DODAJ DO KOSZYKA)

Jarosław Kowal, Soundrive: „Całkowite zaćmienie serca” – tytuł tego tomu – musi być nawiązaniem do power ballady „Total Eclipse of the Heart” Bonnie Tyler, jej największego przeboju. Nie jest to zresztą nawiązanie przypadkowe. Niby mamy do czynienia z typową piosenką o namiętnej miłości, ale jej pierwotnym tytułem było „Vampires in Love” i miała stanowić element musicalu „Nosferatu”. Ostatecznie stało się inaczej, ale zaskakująco – jak na radiowy przebój – ponure wersy pozostały, na przykład: T”woja miłość jest jak cień padający na mnie przez cały czas. Nie wiem, co robić, zawsze otacza mnie ciemność”. Do „Nomen Omen” pasuje to idealnie, bo to także historia o miłości, przyjaźni i rodzinie, ale spowita baśniowym mrokiem. Jest tutaj wiele ciekawych wątków, zalążek być może bardzo interesującej fabuły. Ciąg dalszy tutaj.

Zapiski na marginesie – przygody w świecie książek: W przypadku głównej bohaterki i dwóch przystojniaków, pojawiających się w jej życiu, manga zdecydowanie bierze górę. Mężczyźni, niekompletnie ubrani lub wręcz bezpruderyjnie roznegliżowani, stylizowani są na mangowych łamaczy kobiecych serc, dlatego komiks może spodobać się wyrośniętym fankom „Czarodziejki z Księżyca”. (…) Trudno przewidzieć, jak dalej rozwinie się ta historia. Ma zadatki na ciekawe dark fantasy, jednak równie dobrze może zmierzać w kierunku shōjo-mangi, w której „okrutne i prastare istoty” okażą się jedynie atrakcyjnym kamuflażem dla romantycznej opowieści dla dziewcząt. Całość tutaj.

JAZZ MAYNARD #1 (DODAJ DO KOSZYKA)

Paweł Ciołkiewicz, Paradoks: To jest po prostu świetny komiks. Opowieść o powracającym w rodzinne strony złodzieju o duszy artysty od samego początku wciąga i nie pozwala oderwać się od lektury. Zarówno fabuła, jak i warstwa graficzna sprawiają, że lektura to prawdziwa przyjemność. Galeria niezwykłych i intrygujących postaci, efektowne obrazy barcelońskiego półświatka, nieco mroczna atmosfera i unosząca się cały czas aura tajemnicy to elementy czyniące ten komiks doskonałą pozycją dla wszystkich miłośników bezpretensjonalnej rozrywki na najwyższym poziomie. Reszta tutaj.

BODYCOUNT (DODAJ DO KOSZYKA)

Przemek Pawełek: Przyjemnie patrzy się na grafiki Biza, który trzyma się swoich patentów z lat 90-tych. Jest tu rozrysowywanie mięśniaków z giwerami, Casey o twarzy Slaine’a/Lobo, jest nieco cartoonu i karykaturalnego przerysowania. Jest w końcu ‚bizleizacja’, do której w posłowiu odnosi się Eastman, czyli popuszczenie wodzy fantazji i dorysowywanie detali i postaci które są od czapy. No ale to taki komiks, tu wszystko jest na miejscu. Ciąg dalszy tutaj.

Tomasz Miecznikowski. Dzika Banda: W szczegółach kryje się prawdziwy obraz świata, do którego zaprosili nas Eastman i Bisley. To świat zakłóconych proporcji i to w każdym tego określenia znaczeniu. Najbardziej zapamiętam jednak z niego trywialny obraz buta na twarzy w wielu graficznych kombinacjach (chciałoby się napisać – konstelacjach). Esencja, po prostu esencja niczym nieskrępowanej rozrywki, przy której możemy na chwilę wpaść w stan błogiego odmóżdżenia. Bo czasem nam się to od życia (i popkultury) jak najbardziej należy. Całość tutaj.

FEAR AGENT #1 (DODAJ DO KOSZYKA)

DEADLY CLASS #1 (DODAJ DO KOSZYKA)

Full Frontal Pisula: Kocham Remendera w tej wersji – stworzył soczyste postacie, różnorodne, niejednoznaczne, które nie podążają za schematami, ale działają zgodnie ze swoimi charakterami. (…) Marcus wpada tutaj naprawdę w poważny syf, kłopoty się piętrzą, a na pierwszym planie cały czas jest konkretna opowieść o dorastaniu i o tym, jak ważne są relacje z innymi na tym etapie życia. Trzeba mieć ludzi przy sobie, nawet jeśli nie są idealni. A że jest to w sosie Tarantino? Bomba, bo przerysowania podbijają tutaj stawkę i mimo ostrych, zwichrowanych ponad stan twistów, czytelnik cały czas ma świadomość, że chodzi o bohaterów. O wzloty i upadki. Bo niby to akcyjniak z R-ką, ale też dobra obyczajówka. Reszta tutaj.

Paweł Gregorczyk, Avalon – Marvel Comics: Pierwszy wolumin to w zasadzie historia o próbie wpasowania się do zmieniającego się (ale i tak już dość mocno surrealistycznego) świata. Bardzo adekwatna lektura dla ludzi z Generacji X , którzy dorzucali swoje 3 grosze do sub/popkulturowej puli genów. Jeżeli jeszcze to pamiętasz, to bez wahania zaopatrz się w Reagan Youth. Jeżeli jesteś z Pokolenia Y (jak ja) to zobacz jak barwne i pełne niezależności były tamte czasy. Deadly Class to Remender w swoim żywiole. Ciąg dalszy tutaj.

PAPER GIRLS #5 (DODAJ DO KOSZYKA)

Marcin Martyniuk, Game Exe: W przypadku komiksów Briana K. Vaughana niejednokrotnie odnosiłem wrażenie, że autor ma świetne pomysły, ale szybko spuszcza z tonu. Po początkowym zachwycie pozostawały niespełnione oczekiwania. „Paper Girls” są pod tym względem inne. Mają typowy, mocny początek, lecz pomimo krótkich wahań historia utrzymuje wysoki poziom. Całość tutaj.

GRASS KINGS #2 (DODAJ DO KOSZYKA)

Gameplay: Komiks wypada polecić każdemu, kto szuka pozycji leżących daleko od trykociarskiego mainstreamu, a gwarantujących jednocześnie pełen profesjonalizm w prowadzeniu postaci, fabularnej konstrukcji czy narracji. To wreszcie komiks dla tych, którzy uwielbiają zgłębiać tajemnice amerykańskich peryferii i odbywać dalekie podróże do niepokojących miejsc. Perełka! Reszta tutaj.

GIANT DAYS #6 (DODAJ DO KOSZYKA)

Łukasz Wasilewski – modny pisarz: Na początku napisałem, że w zasadzie w tym tomie niewiele się dzieje. To nie do końca prawda – w poprzednich rozdziałach pojawiał się subtelnie zarysowany wątek odkrywania swojej orientacji seksualnej przez Daisy. W tym pierwszy raz obserwujemy ją w czymś, co można uznać za związek. Chociaż dziewczyna wciąż jest bardzo niepewna, stopniowo znajduje w sobie odwagę. Oczywiście może liczyć na wsparcie koleżanek – scena, gdy Esther chwyta ją publicznie za rękę, by przestała to traktować jak coś paraliżującego, najlepiej pokazuje siłę przyjaźni. Ciąg dalszy tutaj.

ROYAL CITY #2 (DODAJ DO KOSZYKA)

Krzysztof Tymczyński, Image Comics Journal: ”Royal City” jest dla mnie o dwa poziomy lepsze od ”Łasucha” czy ”Opowieści z Hrabstwa Essex” i stoi w jednym szeregu z ”Podwodnym Spawaczem”. Bardzo podoba mi się spokojne i… jakby to ująć… ”odpowiednie” wykorzystanie wypłowiałej nieco palety barw – brak tu żywych, jaskrawych kolorów, co odpowiednio wpisało się w małomiasteczkowy klimat komiksu i wyszło komiksowi mocno na plus. Całość tutaj.

ODRODZENIE #4 (DODAJ DO KOSZYKA)

Ireneusz Podsobiński, Stare Konie: Po trochę rozczarowującym trzecim tomie, fabuła nabiera znowu rozpędu. Niektóre wątki są nadzwyczaj drastyczne, ale za to historia przybiera jeszcze bardziej budzący grozę klimat. Sam finał ponownie zachęca (a wręcz zmusza) do sięgnięcia po kolejny tom. Należą się za to pochwały, gdyż twórcy potrafią zaostrzyć apetyt, mimo że nie zawsze danie okazuje się być tego warte. W każdym razie „Ucieczka do Wisconsin” to powrót na właściwe tory. Reszta tutaj.

NIENAWIDZĘ BAŚNIOWA #2 (DODAJ DO KOSZYKA)

THE GOON #1 (DODAJ DO KOSZYKA)

Maciej Rybicki, Szortal: Przygody Zbira od dawna znajdowały się na mojej „kupce wstydu”. Gdy ją jednak opuściły, z miejsca trafiły do grona pozycji robiących na mnie ogromne wrażenie, takich, do których pewnie nie raz będę wracał. „The Goon” jest bowiem świetnym przykładem bezkompromisowej rozrywki – niepokornej, dosadnej, turpistycznej, czasem trochę wulgarnej lub sprośnej, a jednak niesłychanie inteligentnej w grze konwencjami i najzwyczajniej w świecie zabawnej. Jeśli więc ktoś chciałby pośmiać się w rytm odgłosów łopaty rozwalającej łby umarlaków lub wraz z bohaterami urwać parę macek jakiemuś oślizgłemu potworowi – „The Goon” to zdecydowanie pozycja dla niego. Ciąg dalszy tutaj.

MORT CINDER (DODAJ DO KOSZYKA)

Tymoteusz Wronka, Na Ekranie: Pomijając warstwę fabularną stojącą wszakże na wysokim poziomie, to wyróżnikiem Morta Cindera jest warstwa graficzna. Czarno-białe rysunki raczej nieznanego u nas artysty Alberto Breccii. Wyraziste, pełne detali, świetnie oddające klimat opowieści – można tę historię śledzić tylko dla nich; tym bardziej, że prace Brecii wywarły wpływ na wielu późniejszych twórców. Całość tutaj.

THE BLACK MONDAY MURDERS (DODAJ DO KOSZYKA)

Black Monday Murders tom 1: Chwała mamonie

Marta Kowal, Zaczytana mama: „The Black Monday Murders” to trzymająca w napięciu opowieść o brudnych pieniądzach i bezdusznych ludziach, którzy nie cofną się przed niczym, żeby dojść na szczyt i tam utrzymać swoją pozycję. Niby nie ma nic odkrywczego w stwierdzeniu, że pieniądze rządzą światem, ale w wersji Hickmana, łączącego finansistów w drogich garniturach z szatańskimi rytuałami, całość smakuje wybornie, budzi niepokój, a nawet skłania do refleksji. Bo ile ty, czytelniku, jesteś w stanie poświęcić, żeby dostać to, o czym marzysz? Reszta tutaj.