NIENAWIDZĘ BAŚNIOWA #2 (DODAJ DO KOSZYKA)

Przemek Pawełek:  Po co w takim razie komu drugi tom Baśniowa? Po to, by karmić oczy jego rysunkami, głównie, a także by pochichrać czasem przy przewrotnych obrazkach z uroczymi stworzonkami co wyżerają sobie flaki (ja rżałem już gdzieś przy drugiej czy trzeciej stronie). Nie dopatrzycie się tu sensownej fabuły. Nic z tej historii nie zapamiętacie. Ale i tak jest na co popatrzeć, a Szpak pięknie się uwinął z tymi przesłodzonymi przekleństwami. Ciąg dalszy tutaj.

Skrzydła Gryfa: Kreska jest tym, co przyciąga i hipnotyzuje czytelnika w Nienawidzę Baśniowa od samej okładki aż po finałowe plansze. Cartoonowy feeling połączony ze specyficznym stylem graffiti sprawdza się w tej materii nienagannie, sprawiając że chłonąłem tę część podobnie jak jej poprzedniczkę. Jest coś uzależniającego w całej tej słodyczy i brutalności obrazu, podlanej gęstą porcją bajecznych kolorów i licznych (a nierzadko także obrzydliwych) szczegółów. Reszta tutaj.

Tymoteusz Wronka, Aleja KomiksuKażdy z wykorzystywanych motywów jest dobrze znany z popkultury – autor zresztą świadomie z nimi pogrywa, robi aluzje na poziomie fabuły, rysunków czy tekstów. Jednakże zestawienie ich z chodzącą katastrofą, jaką niewątpliwie jest Gert, skutkuje nową, makabrycznie zabawną jakością. Nie każdemu się ona spodoba… ale jeśli pierwszy tom was zauroczył, to i tutaj będziecie usatysfakcjonowani. Całość tutaj.

GRASS KINGS #1 (DODAJ DO KOSZYKA)

Tymoteusz Wronka, Na Ekranie: Pierwszy tom Grass Kings to kameralna i nastrojowa opowieść, która przemienia się w dynamiczną fabułę z dużą dawką akcji. Mamy tu wrażliwych bohaterów, którzy potrafią okazać się bezkompromisowi, a także ambicje, które należy poskromić. Są tu sprzeczności napędzające fabułę, okrucieństwo i współczucie. Całość stanowi mocną mieszankę, która po skończeniu lektury pozostaje w głowie na długo. Ciąg dalszy tutaj.

ROYAL CITY #1 (DODAJ DO KOSZYKA)

Szymon Gumienik, MenażeriaLemire jest już na tyle świadomym twórcą, że doskonale wie, jak nie zepsuć potencjału historii źle rozłożonymi akcentami, niespójnym światem przedstawionym czy fałszywie brzmiącymi kwestiami. Doskonale też wyczuwa, jakich środków użyć, aby jego opowieść zapadła w pamięć jak największej liczbie czytelników (była jednocześnie uniwersalna i ważna dla każdego z osobna). W tym wypadku jest to prosty, ale dobrze działający koncept nawiedzającego rodzinę ducha, który nie tylko poprzez swą wielopostaciowość jest katalizatorem emocji bohaterów, ale i swoistą deus ex machina,nieustannie napędzającą fabułę komiksu. Reszta tutaj.

Jarosław Kowal, Soundrive: W kategorii „komiks obyczajowy” to jedna z najciekawszych pozycji 2018 roku i wiele wskazuje na to, że także kolejne miesiące również będą należeć do Jeffa Lemire’a. Całość tutaj.

Michał Misztal, ArPapier: Trochę za wcześnie na zdecydowane polecenie tego cyklu, bo „Krewni” to zaledwie otwarcie, muszę jednak przyznać, że jest to udany początek serii. Bardzo chętnie przekonam się, co będzie dalej, przede wszystkim z powodu sprawnie skonstruowanych protagonistów oraz kilku ciekawych tajemnic. Ciąg dalszy tutaj.

Marcin Martyniuk, Game Exe„Krewni” rozpoczynają się w sposób trochę usypiający, lecz później sytuacja ta ulega wydatnej poprawie. Lemire nie bierze jeńców i w „Royal City” nie znajdziemy postaci, której los nie byłby pogmatwany i na swój sposób tragiczny, co niejednokrotnie wprawi czytelników w refleksyjny nastrój. Akcji jest tu bardzo mało, za to dialogów oraz emocji co niemiara i właśnie dla nich warto jak najprędzej sięgnąć po komiks Lemire’a. Reszta tutaj.

THE GOON #1 (DODAJ DO KOSZYKA)

Janusz Samborski, BETONiarkaSzybkie tempo, czarny humor oraz ciekawe, pełne przywar postacie sprawiają, iż w trakcie lektury czytelnik nie odczuwa na jak obszerną lekturę postanowił poświęcić swój czas. Po przeczytaniu tych 500 stron dalej czuć lekki niedosyt i wzmożoną ochotę na więcej tego absurdalnego humoru. Całość tutaj.

Katarzyna Abramova, SecretumThe Goon to niebanalne i niekonwencjonalne połączenie tradycyjnej amerykańskiej gangsterki z elementami horroru. Nie każdemu przypadnie do gustu, ale warto choćby spróbować, czy takie klimaty będą Wam odpowiadać. Mimo początkowego sceptycyzmu, już po kilku zeszytach wpadłam po uszy i będę z niecierpliwością wypatrywać drugiego tomu. Ciąg dalszy tutaj.

Damian Drabik, Mechaniczna Kulturacja: The Goon to groteskowy hołd złożony popkulturze, począwszy od Lovecrafta, przez  kino noir lat 30, a na Conanie skończywszy. Zresztą ogrom nawiązań jest tak duży, że sami znajdziecie tu jeszcze mnóstwo smaczków. To brutalny i wulgarny miks przeróżnych konwencji, w którym trup ściele się gęsto w akompaniamencie uszczypliwych, nieznających świętości dialogów. Gangsterzy, zombie, wampiry, kanibale i przerośnięte krewetki walczą na kartach tej absurdalnej serii o władzę. To szalona i obrzydliwa rozrywka. Reszta tutaj.

RAT QUEENS #4 (DODAJ DO KOSZYKA)

Po drugiej stronie okładki: Czwarty tom „Rat Queens” podobał mi się równie mocno, jak poprzednie. Mimo zawirowań w fabule, które poczynił autor, komiks nie stracił na humorze, swojskości i bluzgach, które wyrywają się na prawo i lewo, co tworzy nam naprawdę świetny klimat. Bohaterki nie są sztywne, a pojawienie się nowego zespołu w opowieści tylko podniosło przyjemność czytania. Podobno z tomu na tom, z reguły jest coraz gorzej, to tutaj mamy idealny przykład, że autor rozwija się z każdym kolejnym tomem i pokazuje coraz to nowe oblicze całej historii. Całość tutaj.

ZABIJ ALBO ZGIŃ #4 (DODAJ DO KOSZYKA)

Artur Tojza, W pajęczej sieci: To naprawdę genialny thriller psychologiczny, z masą akcji i bardzo życiowym morałem. Dla mnie to jeden z lepszych amerykańskich komiksów, jakie czytałem. Ciąg dalszy tutaj.

Piotr Pocztarek, Movies Room: To jedna z najlepszych, najbardziej wciągających i porywających historii, jakie miałem przyjemność przeczytać w komiksach w ciągu ostatniego roku. Mam nadzieję, że kiedyś powstanie film albo serial, który pozwoli mi na nowo cieszyć się tą historią. Reszta tutaj.

PAPER GIRLS #4 (DODAJ DO KOSZYKA)

Karol Sus, Aleja Komiksu: Vaughan zawiesił poprzeczkę wyjątkowo wysoko (zarówno „Y. Ostatnim z mężczyzn” jak i „Sagą”) i póki autor nie dojdzie do pewnego punktu przesytu (który niestety dało się zauważyć tak w „Y”, jak i w „Sadze”) przygody jego bohaterów śledzi się z zapartym tchem – mimo pewnych, nieraz irytujących mankamentów. W „Paper Girls” punkt ten jeszcze nie został osiągnięty i wiele wskazuje, że tym razem Vaughan skończy swoją serię zanim czytelnicy zdążą się nią zmęczyć. Całość tutaj.