Wbrew pozorom, popularni super-bohaterowie nie zawsze należą do DC lub Marvela. Wielu wyszło spod skrzydeł innych wydawnictw, np. Image Comics. Specjalnie dla Was wybraliśmy dziesięciu najciekawszych/najbardziej wpływowych/najbardziej ikonicznych.

Savage Dragon

W Polsce postać ledwie znana. Savage Dragon przemknął w jednym z zeszytów Spawna, jeszcze za czasów Mandragory. Tymczasem na Zachodzie cieszy się swoistym mirem, tak jak Erik Larsen, twórca bohatera. Facet trzyma pieczę nad serią od początku do teraz. A sam Dragon? To wielki, zielony, nieco łuskowaty koleś, który pewnego dnia obudził się w środku Chicago z zanikiem pamięci. W pewnym momencie został policjantem broniącym ludzi przed zmutowanmi bandziorami i innym plugastwem. Sympatyczny pomysł, panczurska estetyka, duże wydawnictwo i niezwykle zdolny artysta tworzący serię – to się nie mogło nie udać.

Invincible

Invincible to jedno z najambitniejszych przedsięwzięć w historii komiksu superbohaterskiego. To dzieło Roberta Kirkmana (znanego choćby z „The Walking Dead”), który postanowił opowiedzieć kompleksową i kompletną historię herosa z początkiem, środkiem i zakończeniem. Długą, barwną i konsekwentną. Zrealizował swoje postanowienia w stu procentach. Invincible zaczynał jako hybrydowa wariacja na temat Supermana i Spider-mana, ale szybko zyskał własną tożsamość. To nastolatek, który odziedziczył w genach po ojcu-kosmicie niewyobrażalną moc i pragnie ratować ziemię, jednak szybko okazuje się, że problemy, przed którymi staje są bardzo, ale to bardzo pogmatwane.

Spawn

Jeden z najbardziej ikonicznych wizerunków anty-bohaterskich w historii komiksu. Todd McFarlane mógł twórczo pobłądzić raz czy drugi, ale stworzył figurę, która ze swoimi zielonymi ślepiami, żywym płaszczem, łańcuchami i kolcami wryła się głęboko w umysły popkulturożerców. Raz przerażała, kiedy indziej prężyła po superbohatersku klatę, kiedy indziej wydawał się ofiarą tragiczno-romantycznej historii. I ten upiór, ta zjawa, podpułkownik Al Simmons nawiedza czytelników po dziś dzień, jest mu szykowany nawet powrót na srebrny ekran.

Witchblade

Kolejny fenoment rodem z lat 90′. Komiks opowiadał o detektyw Nowojorskiej Policji, Sarze Pezzini. Dziewczyna weszła w posiadanie tytułowego artefaktu i zyskała moce, który pozwoliły jej stanąć do prawdziwej walki ze zbrodnią. Bohaterkę naprawdę dało się lubić – twarda, uparta babka rozdarta konfliktem wartości. Witchblade było ostre, bezpruderyjne, ale też autorzy nie ograniczali się jedynie do przemocy i ładnie rysowanej bohaterki w negliżu. Po prostu dostarczali fajną historię fantastyczno-kryminalną. Marka obrodziła także w mangę i serial aktorski, swego czasu mówiło się też o filmie.

Luther Strode

Bohater zamkniętej serii, właściwie komiksowej trylogii („The Strange Talent of Luther Strode”, „The Legend of Luther Strode” i „The Legacy of Luther Strode”). Luther zaczyna jako nastoletni nerd, w oczach dziewczyn przezroczysty jak powietrze, ale stanowiący doskonały worek treningowy dla szkolnych osiłków. Przychodzi taki dzień, że już nie wytrzymuje i postanawia coś z tym zrobić. Zamawia w internecie książkę, która zmieni jego życie… Komiksy o Lutherze to jedna z bardziej odjechanych wariacji na temat super-hero, jakie możecie przeczytać.

One-Punch Man

Bohater wyciągnięty z otchłani japońskiego internetu. Po drodze dorobił się papierowej mangi i wziętego serialu anime, od momentu debiutu zyskuje na popularności. Opowiada o Łysym z City Z (nazywa się Saitama, ale dla mnie to Łysy), facecie tak silnym, że każdego przeciwnika kasuje jednym ciosem. Niestety, bycie niepokonanym ma swoje ciemne strony. Takie jak… nuda. W kolejnych odsłonach „One-Punch Mana” obserwujemy, jak Saitama poszukuje godnego przeciwnika, prowadząc nas jednocześnie przez wdzięczną parodię gatunku.

Darkness

Postać, która wiele zawdzięcza serii Witchblade. Tam zadebiutował protagonista nowego komiksu, Jackie Estacado, cyngiel pracujący dla mafijnej rodziny. To bezczelny, śmiały, ale i inteligentny typ, który początkowo ochoczo pociągał za spust, by sprzątać brudy mocodawców, ale wiele się zmieniło w dniu dwudziestych pierwszych urodzin. Wtedy okazało się, że zabójca odziedziczył dostęp do jednej z pierwotnych sił wpływających na świat – The Darkness. Okazało się, że z wielką mocą związane są naprawdę duże kłopoty. Jackie okazał się na tyle nośną postacią, że świetnie poradził sobie jako bohater naprawdę porządnej strzelaniny – The Darkness oraz jeszcze lepszej kontynuacji – The Darkness II.

Hellboy

Najsłynniejsze dziecko Mike’a Mignoli. Czerwonoskóry osiłek z wielkim łapskiem wchodzi w skład tajnej jednostki do zwalczania zjawisk nadprzyrodzonych. Za szczerą grubo ciosaną gębą poczciwego wielkoluda z ogonem kryje się jednak wiele tajemnic. A jednocześnie, mimo demonicznej natury i nieokrzesania Hellboy potrafi okazać się niezwykle sympatycznym kolesiem i lojalnym przyjacielem. Był na tyle wdzięcznym materiałem, że z Ron Pearlman z powodzeniem sportretował tego wrażliwego brutala w dwóch ekranizacjach stworzonych przez Guilermo Del Toro.

Denji Kudou (Abara)

„Abara” od Tsutomu Nihei to seria co najmniej niepokojąca. Prezentuje futurystyczny, postapokaliptyczny świat pełen grozy i okrucieństwa, w którym zarówno otoczenie, jak i istoty nastające na życie ludzi przestawiono tak, by budziły grozę. Ostatnią nadzieją ofiar jest tajemnizy Denji Kudou, mężczyzna przywdziewający makabryczny kościany pancerz podobny do ciał istot atakujących niedobitki naszego gatunku. Główny bohater intryguje, przyciąga do i tak już magnetycznej opowieści oraz zmusza czytelnika do zadania sobie pytania – czy to aby nie jest zwalczanie zła złem?

Spirit

Z perspektywy dzisiejszych, efektownych super-bohaterów to poczciwy, awanturniczy dziadzio. Ale dziadzio wciąż żwawy, dziarski i urzekający nutką tajemnicy oraz retro-urokiem. W dodatku stworzony dla nas przez samego Willa Eisnera – guru komiksowych twórców. To właśnie w tym komiksie pojawiło się wiele motywów, które kształtowały cały gatunek.