Frank Miller to człowiek orkiestra. Scenarzysta, rysownik, reżyser znany przede wszystkim z takich tytułów jak „Daredevil: Odrodzony”, „Powrót Mrocznego Rycerza”, „Batman: Rok Pierwszy” czy „Sin City”, które nie tylko przyniosły mu międzynarodową sławę ale też znacząco przyczyniły się do zrewolucjonizowania sztuki jaką jest komiks. Choć większość jego dzieł uważana jest za przełomowe, bądź przynajmniej bardzo dobre, to w karierze trafiło mu się kilka pośliźnięć, z których nie jest dumny, a które uważane są za słabe i kładą się cieniem na jego dotychczasowym dorobku. Przyglądamy się zatem pięciu najgorszym komiksom jakie zdarzyło mu się popełnić.

Hard Boiled (1992)

„Hard Boiled” to ciekawy przykład komiksu, który jest jednocześnie beznadziejny i znakomity. Scenariusz Millera, będący bardzo luźną adaptacją „Elektrycznej Mrówki” Philipa K. Dicka, tak naprawdę nie rozwija żadnych istotnych kwestii, a jest tylko pretekstem do ukazania bezsensownej przemocy i wulgaryzmów. Android, który pomimo wielu prób uświadamiania nie jest w stanie zbuntować się przeciwko władzy człowieka, sieje niesamowite spustoszenie na ulicach miasta. Od początku do końca historii niszczy, zabija i rozwala. A tą całą sieczkę pięknie wizualizuje Geof Darrow, który ilością szczegółów na każdym kadrze powala na kolana. Rysownik wykonał morderczą pracę, którą można podziwiać godzinami, wielokrotnie i za każdym razem z nieustannym podziwem. Gdyby nie Darrow, o „Hard Boiled” nikt by nie pamiętał, a tak, zupełnie przypadkiem, powstało graficzne arcydzieło – jednorazowa lektura, do wielokrotnego oglądania.

Spawn/Batman (1994)

Na początku lat 90. zarówno Miller jak i Todd McFarlane byli u szczytu sławy. Tym bardziej dziwi fakt, że stworzony przez nich crossover z najbardziej mrocznymi superbohaterami, okazał się kompletnym niewypałem. O ile rysunki McFarlane’a stoją na bardzo przyzwoitym poziomie, o tyle scenariusz autora „Powrotu Mrocznego Rycerza” to prymitywne dzieło, które z powodzeniem mogłoby wyjść spod pióra siedmiolatka. Bezsensowne mordobicie, irytujące dialogi, czerstwe żarty, spłycenie postaci oraz stawka jaką jest ocalenie świata, nie wpływają korzystnie na odbiór tego one-shota. „Spawn / Batman” to rozrywka na najniższym poziomie, w której kompletnie nie wykorzystano potencjału tytułowych bohaterów, a fabuła z powodzeniem może przyprawić o ból głowy.

Bad Boy (1997)

Kolejny wspólny projekt dwóch komiksowych sław, tym razem Millera i Simona Bisley’a okazał się bezwartościową wydmuszką. Komiks opowiada o licznych próbach ucieczki Jasona, kilkuletniego, zbuntowanego chłopca, z przedziwnego, surrealistycznego laboratorium badawczego, które pragnie go wykorzystać do bliżej nieokreślonego celu. Brak logicznych związków przyczyno-skutkowych to jednak najmniejszy problem „Bad Boya”. Album jest strasznie przegadany, dialogi stoją na poziomie wczesnych lat podstawówki, a przy ilości wulgaryzmów więdną uszy. Jakby tego było mało, Bisley przyłożył się wyłącznie do okładki, a plansze wewnętrzne nabazgrał jak kura pazurem, wykorzystując przy tym metodę „kopiuj/wklej” w kilku miejscach. Komiks ani nie śmieszy, ani nie wciąga, a po jego lekturze w głowie  pozostaje wyłącznie pustka, a w ustach gorzki posmak.

Mroczny Rycerz Kontratakuje (2001)

Jeśli miałbym wskazać jeden tytuł w kategorii „najgorszy sequel” z pewnością padłoby na kontynuację „Powrotu Mrocznego Rycerza”. Zdaje się, że Miller kompletnie nie miał pomysłu na dalsze losy podstarzałego Batmana, przez co „Mroczny Rycerz Kontratakuje” to niefortunny zlepek klisz i schematów zapożyczonych nie tylko z pierwowzoru ale i ówcześnie publikowanych tytułów DC, które obecnie mogą być niezrozumiałe dla czytelników niezaznajomionych z tą mitologią. Fabuła jest niezmiernie rozmydlona, przeładowana występami gościnnymi innych bohaterów i nieczytelna. Całość pogrążają rysunki, robione jakby od niechcenia, w pośpiechu i niechlujnie. To najgorzej zilustrowany album w karierze Millera, pełen anatomicznych bubli, uproszczeń i niezamierzonej karykatury, przy którym dokonania Roba Liefielda wyglądają całkiem przyzwoicie.

Holy Terror (2011)

Fixer, quasi-batmanowy bohater, rozpoczyna krwawą i brutalną krucjatę przeciwko przedstawicielom Al-Kaidy, nazywając ją postmodernistyczną dyplomacją. „Holly Terror” to chyba najbardziej krytykowany komiks wszechczasów. Album pełen nienawiści, ignorancji, skrajnego krytycyzmu, który odważnie stwierdza, że każdy Muzułmanin jest terrorystą, a Islam to najgorsze co przytrafiło się rodzajowi ludzkiemu. Miller wylewa tutaj hektolitry żółci, mści się, obraża innowierców, powiela stereotypy i robi to w bardzo prymitywny sposób. Albumu nie ratują nawet rysunki, które choć stylizowane na te z „Sin City”, są równie niechlujne i uproszczone co w „Mrocznym Rycerzu Kontratakuje”, a często zlewają się w jedną nieczytelną plamę. Wielu krytyków, a nawet kolegów po fachu, uznało, że tym albumem Miller upadł na samo dno.

Autor: Paweł Deptuch